Przyśpieszenie w polskich warunkach – Akcelerator Przedsiębiorczości

Wiele firm, których marki budzą dzisiaj ogromny respekt, zaczynała w tym samym miejscu – od zera. Oczywistym jest ważna rola środowiska w jakości naszego życia – podobnie jest z biznesem. Liczące się firmy zazwyczaj powstawały i rozwijały się w sprzyjającym otoczeniu. W USA taką rolę pełniły akceleratory przedsiębiorczości. Czym są, jaką rolę pełniły i czy ma to szansę powodzenia w Polsce? O tym poniżej.

Czym jest akcelerator?

Tym, co odróżnia akcelerator od funduszów typy seed, to kluczowy zasób. O ile w funduszach typu seed czy venture capital są to pieniądze, to w przypadku akceleratorów jest nim wiedza. W przeciwieństwie do inkubatorów przedsiębiorczości, mają one do zaoferowania kapitał, ale nie jest od duży i jest to przede wszystkim rola funduszy venture capital.
Mentoring, jaki oferują akceleratory jest wartością, która liczy się bardziej niż pieniądze i wielu przedsiębiorczych ludzi o tym wie. Firmą, która wywodzi się z dobrego akceleratora, jest Dropbox.

Jak to robią w Europie?

W Europie idea akceleratora wciąż raczkuje. Krajem, który realizuje go z powodzeniem, jest Wielka Brytania, gdzie powołany do życia akcelerator SeedCamp rozwija się prężnie. Polska również zapragnęła mieć swój akcelerator i tak od 5 lat ze zmiennymi efektami tworzymy swoją bazę akceleratorów.
Jednym z pierwszych był Startup School, powołany przez Rafała Agnieszczaka. Choć zainteresowanie było na początku duże, to adepci na przedsiębiorców zazwyczaj nie potrafili dotrwać do końca i odpadali jak tylko kończyło się dofinansowanie. Agnieszczak zrozumiał, gdzie leżał błąd i zaprzestał finansowania oraz skupił się na młodych ludziach, dla których pieniądze nie były jeszcze priorytetem.
Wkrótce po tym na rynku pojawił się Chris Kowalczyk. Założył on hardGamma Ventures, a następnie GammaRebels. Kowalczyk skupił się na szukaniu mentorów zza granicy i badania rozwiniętych rynków, takich jak USA, gdzie działa ponad 1000 akceleratorów. Kolejnymi liczącymi się graczami na polskim rynku zostali Business Link oraz zaadoptowane zza granicy Founder Institute oraz Orange Fab. Działania można podsumować w słowach: „Coś się dzieje, ale szału nie ma”.

Uda się czy nie uda?

Czy akceleratory sprawdzą się w polskich warunkach? Sama idea, która jest pójściem o krok dalej w stosunku do inkubatora, jest jak najbardziej słuszna. Inkubatory przypominają niestety konta demo na forexie – ich prowadzenie nie wiąże się praktycznie z żadnym ryzykiem i w efekcie nie ma wiele wspólnego z prawdziwym biznesem.
Akcelerator daje taką szansę, a wsparcie finansowe – choć niewielkie – tworzy zaczątek realnego biznesu. Jeśli Polacy otworzą się na nowości, innowacje i przestaną patrzeć na start – up jako źródło szybkich pieniędzy, to jest szansa. Jeśli nie, to pozostaje mieć nadzieję, że wraz z upływem czasu mentalność zacznie przypominać tą amerykańską czy angielską.

Zostaw komentarz