Dziękujemy za życzenia Panie Premierze

Oglądaliście już życzenia świąteczne Pana Premiera? W jednej minucie mamy potwierdzenie tego, co wszyscy wiemy albo jak on chciałby abyśmy o nim myśleli. W porównaniu do poprzednich rządów wreszcie na czele państwa stoją ludzie, którzy coś dają, a nie zabierają. Właśnie z tego ten rząd chce słynąć, a więc być Robin Hoodem, który rozdaje biednym to, co zabierze bogatym. W rzeczywistości coraz trudniej mu żonglować budżetem tak, aby w końcu komuś nie zabrakło. A wszyscy wiemy, że wcześniej czy później to nastąpi.

Nie dziwi bardzo to, że większość ludzi kupuje tą narrację. W szczególności jest na nią podatne starsze pokolenie, które wciąż pamięta czasy komunizmu. To swoją drogą zadziwiające, że ludzie wciąż tęsknią do czasów, gdy kosztem wolności dostawało się pewność w postaci ciasnego mieszkania, pustych półek i kiepskiej, ale pewnej roboty bez większych perspektyw. Jednak nie da się bezkarnie wciąż żyć ideałami komunizmu w kapitalistycznym świecie.

Beneficjenci trzynastek i zasiłków zapominają, że te dobra pochodzą z podatków i danin, na które sami się składają. Tymczasem wielu Polaków wolałoby zamiast dostać kolejne 500 Plus zarobić 500 zł więcej, tym bardziej, że za tą samą pracę zarobi za zachodnią granicą cztery razy więcej. W UK dwie dniówki wystarczą aby pokryć ratę leasingową dobrego samochodu. W efekcie trudno tu spotkać auto starsze niż 5 czy 6 – letnie. Podobna sytuacja w Polsce jest wciąż niewyobrażalna.

Problem polega na tym, że nawet gdyby rząd zechciał zmienić swoją narrację – czego i tak nie zrobi – to spotkałoby się to z otwartym sprzeciwem jego elektoratu. Tak to jest, gdy raz się coś ludziom da, uznają, że należy im się to zn zawsze, zgodnie z uniwersalną zasadą, że jeśli zrobisz raz wyjątek, to wszyscy uznają to za twój obowiązek. Jednak ponieważ ludzie nigdy nie powiedzą „dość”, trzeba będzie rozdawać im coraz więcej. Ciągle daje się im rybę zamiast wędkę. Dopóki się to nie zmieni, Polska wciąż będzie krajem działającym na deficycie a nie potecnjale.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *