System emerytalny czyli śmiertelnie chory pacjent

Wyobraźmy sobie państwo, gdzie nie istnieje problem z wypłatą emerytur. W którym przede wszystkim rodzina, a nie urzędnicy troszczą się o ludzi, którzy zakończyli czynne życie zawodowe. W 1898 roku wprowadzono tam emeryturę dla osób, które ukończyły 65 lat i rozpatrywano, czy rzeczywiście jej potrzebują. Sprawdzano stan majątkowy oraz czy nie są pijakami lub też czy przypadkiem nie opuścili żony nie łożąc na dziecko. Dopiero pod koniec XX wieku wprowadzono plan pomocowy na wzór pracowniczych kont emerytalnych, który miał zapewniać pracownikom emeryturę. Obecnie mieszkańcy tego państwa otrzymują emeryturę obywatelską. Tym państwem jest Nowa Zelandia.

Przykład Nowej Zelandii pokazuje, że praktycznie każdy system jest lepszy od tego, który funkcjonuje w większości rozwiniętych państw. Przez dziesięciolecia, jakie nastąpiły po zakończeniu II wojny światowej wierzono, że o dobrobycie państwa świadczy to, jak dba o wysokość wypłat dla swoich emerytów. Można w to było uwierzyć, ponieważ dzięki wyżowi demograficznemu nie było żadnych problemów z wypłatą emerytur – to jednak nie mogło trwać wiecznie. Od wielu lat społeczeństwa się starzeją. Aby utrzymać system emerytalny, potrzeba aby obecnie każda rodzina liczyła po troje dzieci, a to jest wizją nierealną. Stopa zastąpienia wynosi obecnie niewiele ponad 50%, a dla osób urodzonych w 2000 roku wyniesie między 20 z 30%. A co wtedy, gdy w końcu stanie się ujemna?

Obecny system emerytalny nie został stworzony przez ekonomistów. Stworzył go cesarz August, aby dać swoim legionistom zachętę, aby nie przechodzili do wrogich armii. Gdy w XIX wieku rozszerzono przywilej emerytalny na pozostałe grupy zawodowe, nie było to dużym obciążeniem dla państwa Mężczyźni nie dożywali wtedy 60 roku życia, a emerytura przysługiwała dla tych, którzy ukończyli 70 rok życia. Gdy amerykańska kolej obniżyła wiek emerytalny do 65 roku życia, wciąż była to tańsza alternatywa niż wypłacanie rodzinie odszkodowań. Czasy się jednak mocno zmieniły. Ludzie żyją o wiele dłużej, a osób pracujących na przyszłe emerytury jest coraz mniej i to się nie zmieni.

Najwyższy czas spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie, że system przestał działać. Na gwałt potrzebujemy sensownej alternatywy. Zwiększanie składek emerytalnych i nakładanie nowych podatków to szkodliwe dla gospodarki próby podtrzymywania przy życiu śmiertelnie chorego pacjenta. Jest niestety duża szansa, że rządzący zrozumieją to zdecydowanie za późno.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *