Co ma nam do przekazania Friedrich August von Hayek

Co ma nam do przekazania Friedrich August von Hayek

23 marca 1992 był bardzo złym dniem dla światowej ekonomii. Można by powiedzieć, że w tym dniu głos zdrowego ekonomicznego rozsądku stracił cieszącego się największą sławą ambasadora. Właśnie tego dnia, w wieku 93 lat, zmarł Friedrich August von Hayek. Wybitny austriacki ekonomista i filozof, laureat Nagrody Nobla pozostawił po sobie wielką intelektualną spuściznę, miał jednak pecha, który polegał na tym, że praktycznie żadem rząd nigdy nie odważył się na pełne wdrożenie jego wskazówek w życie. Przyjrzymy się dzisiaj jeszcze raz dobrej austriackiej szkole ekonomii i zastanowimy, czy jest jakakolwiek szansa, aby kiedykolwiek ktoś odważył się i zastosował ją w życiu.

Hayek urodził się 8 maja 1899 r. w Wiedniu w rodzinie intelektualistów. Jego pasją było szukanie odpowiedzi na pytanie, jak i dlaczego właśnie tak działa świat. Będąc młodym człowiekiem postanowił rozpocząć poszukiwania odpowiedzi na to pytanie w odniesieniu do ekonomii, tym bardziej, że krajobraz gospodarczy świata czasów I wojny światowej był doskonałym polem obserwacji. Rząd Austro – Węgier rozpoczął masowy dodruk pieniądza już w dniu wybuchu wojny. Gdy ustały działania wojenne, inflacja stała się już realnym problemem, na co rząd zareagował dalszym dodrukiem pieniądza. Nieświadomie rząd sam tworzył problem, z którym usiłował walczyć. Oczywiście dalszy dodruk pieniądza prowadził do zwiększenia inflacji, co sprawiło, że w szczytowym momencie kryzysu drukowano banknoty o wartości 500 tys. koron, za które można było kupić bochenek chleba. Dzisiaj to działanie wydaje się zupełnie pozbawione sensu, jednak nie przeszkadza to w tym, aby podczas kryzysu finansowego z 2008 r. rząd USA zrobił dokładnie to samo.

W czasie, gdy boom lat dwudziestych na amerykańskiej giełdzie wydawał się trwać w nieskończoność, Hayek został dyrektorem Instytutu Badania Cyklów Koniunktury. W połowie 1929 r. trafnie przewidział koniec boomu. Zrobił to na podstawie obserwacji działań powstałego w 1913 r. Banku Rezerw Federalnych. Ówczesny szef FED – u – Benjamin Strong – zaczął świadomie robić to, co nieświadomie robili austriaccy politycy: skupował dług rządowy, aby zachęcić ludzi do zadłużania się i w efekcie doprowadzić do obniżki kosztu kredytu. Ta polityka zadziałała i ludzie zaczęli się mocno zadłużać korzystając z tanich pożyczek. Hayek rozumiał, że niskie stopy procentowe wcale nie oznaczają tego, co chciał widzieć rynek i inwestorzy, a więc społeczeństwo, które zaczyna kumulować kapitał. Choć w założeniu takie warunki powinny sprzyjać oszczędzaniu, w rzeczywistości społeczeństwo nie dość, że tego kapitału się pozbywało, to jeszcze ulegało coraz większemu zadłużeniu. Dokładnie to samo działo się z bankami. Z bankami był jeszcze jeden problem. Obywatel który straci wszystkie oszczędności, staje się bankrutem. Gdy to samo dzieje się z bankiem, na ratunek przychodzi rząd, co wyraźnie pokazał kryzys z 2008 r. W efekcie banki działały zbyt ryzykownie, ale mogły sobie na to pozwolić w myśl maksymy: jesteśmy za duże by upaść.

Co zatem w zamian proponował Hayek? Dostrzegł on znaczące podobieństwo między ewolucją a wolnym rynkiem. Gdy zdarza się katastrofa naturalna, natura nie przychodzi wtedy z pakietem ratunkowym. Taka skrajna sytuacja sprawia, że słabe gatunki wymierają, a silne stają się jeszcze silniejsze. Podobnie zatem powinno się podchodzić do kryzysów finansowych. Kryzys to okazja do weryfikacji, które firmy powinny upaść, a które wyjdą z niego silniejsze. Zatem receptą na kryzys jest brak jakiejkolwiek ingerencji rządu. Wolny rynek był zdaniem Hayeka tworem zbyt złożonym, aby móc poddać go jakiejkolwiek formy kontroli, co tłumaczyło ekonomiczną klęskę komunizmu i faszyzmu. Im większa ingerencja w rynek ze strony rządu, tym bardziej opłakane w skutkach będą tego konsekwencje.

Koncepcja Hayeka, choć spotkała się z żywym zainteresowaniem w USA, była naturalnie nie do przyjęcia dla polityków. Polityk zyskuje poprzez swoje działania. Gdyby w sytuacji kryzysu polityk powiedział: nie robimy nic, rynek musi się sam uleczyć, zostałby zlinczowany przez swoim wyborców, opinię publiczną i politycznych przeciwników. Tym bardziej, że w tym czasie w siłę rosła alternatywna szkoła ekonomii, którą tworzył Maynard Keynes. Keynes odwoływał się do moralności: gdy zdarza się kryzys, rząd powinien interweniować aby pomóc ludziom bez pracy. Hayek twierdził, że te działania powodują konsekwencje jeszcze groźniejsze od samego kryzysu. Recesja to wg niego konieczność aby powrócić do normalności, tymczasem pierwszą reakcją rządów w 2008 r. na kryzys wywołany zbyt tanim kredytem było utrzymanie niskich stóp procentowych, aby pobudzić gospodarkę i nie doprowadzić do depresji, co przypominało gaszenie pożaru benzyną. Jednak działania prowadzone na modę Keynesa, a więc stymulowanie gospodarki przez rządowe projekty tworzyły ich twórcom doskonały PR, choć z ekonomicznego punktu wiedzenia nie znajdywały uzasadnienia.

Widząc coraz większą popularność koncepcji Keynesa wśród rządzących, Hayek zaczął popadać w zwątpienie. W końcu ile można przemawiać ludziom do rozsądku, słyszeć, że wszystko co mówi ma sens, jednak widzieć, że nikt nie ma odwagi zastosować tych reguł w praktyce. Sytuacja zmieniła się w 1974 r., gdy komitet noblowski postanowił uhonorować go nagrodą w dziedzinie ekonomii. Nobel przywrócił Hayekowi wiarę, dodatkowo polityka Keynesa stosowana w Wielkiej Brytanii przestawała działać. Wtedy do władzy doszła Thatcher, która była zainspirowana jego ideami. Hayek po raz pierwszy został zaproszony aby usiąść z liczącym się politykiem do stołu i zaczęto liczyć się z jego zdaniem. Skuteczność radykalnych reform Thatcher stała się najlepszą wizytówką austriackiej szkoły ekonomii. Wprawdzie Hayek nigdy nie zyskał takiej pozycji jak Kaynes, a głównym orędownikiem wolnego rynku został Milton Friedman, który nie negował ingerencji rządu w gospodarkę, jednak jego koncepcje zdobyły właściwe miejsce w świecie ekonomii.

W tym momencie trzeba odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie: czy austriacka szkoła ekonomii została kiedykolwiek sprawdzona w praktyce. Odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Prawie nikt nie słyszał o kryzysie z 1920 r. Ostatnie miesiące prezydentury Woodrow Wilsona naznaczone były jego licznymi chorobami, przez co jego gabinet nie był w stanie podejmować znaczących działań, choć sytuacja aż się o to prosiła: w 1920 r. produkcja spadła o 24%, wartość PKB zmniejszyła się o 21%, bezrobocie wzrosło z 4 do 12%. Wtedy prezydentem został Wilson nic nie robi z uwagi na stan zdrowia, prezydentem zostaje Warren Harding. Harding zarówno w kampanii wyborczej jak i w przemówieniu inauguracyjnym wzywał Amerykanów do oszczędności, zapowiadając spadek płac i ograniczenie wydatków budżetowych. Tym samym robił dokładnie to, czego nie zrobiono ani w kryzysie europejskim po I wojnie czy też w kryzysach amerykańskich z 1929 i 2008 r. Rzeczywiście nastąpiły cięcia wydatków budżetowych: o ile w 1920 r. wyniosły 6.3 mld, to w roku kolejnym spadły do 5 mld aby w 1922 r. wyniosły zaledwie 3,2 mld. Co więcej, aż do 1922 FED nie podjął żadnych działań. Nie było żadnego dodruku pieniądza aby stymulować gospodarkę. Tymczasem latem 1921 r. można było zauważyć pierwsze oznaki poprawy sytuacji gospodarczej, aby następnie wyjść zupełnie na prostą. Co wydarzyło się, gdy FED rozpoczął swoje działania, już wiemy.

Wiemy już, jak wyglądają koncepcję Hayeka. Wiemy również, że działają one w praktyce. Czy zatem jest jakakolwiek szansa, że zostaną wprowadzone w życie. Widząc renesans socjalizmu na świecie można w to wątpić. Jednak – choć bardzo wątpliwa – nadzieja, że w pewnym momencie ludzkość rzeczywiście się opamięta i skorzysta z rozwiązań austriackiej szkoły ekonomii jest tym, czego nie warto nigdy porzucać.

Share this Post: Facebook Twitter Pinterest Google Plus StumbleUpon Reddit RSS Email

Related Posts

Leave a Comment