Ciemne wieki dla światowej gospodarki

W latach 1550 – 1700 miała miejsce w Europie tak zwana Mała Epoka Lodowcowa. Miały wtedy miejsce zdarzenia zupełnie niespotykane, czego najbardziej znanym przykładem jest zamarznięcie wód Morza Bałtyckiego. Innym ewenementem klimatycznym były ogromne gradobicia, po których na zniszczonych polach zalegały metrowe warstwy białego gradu wielkości kurzych jaj. Zaraz po tych wydarzeniach odbyły się dociekania i szukanie winnych. Zaledwie po jednym takim gradobiciu z 1562 roku spalono na stosie blisko dwa tysiące osób podejrzanych o czary. Zgodnie z ówczesną doktryną każdy kto wątpił w winę bogu ducha winnych ludzi mógł skończyć tak jak oni.

Minęło kilka wieków, ludzka świadomość zmieniła się diametralnie, jednak pewne sposoby myślenia pozostały takie same. Wystarczy aby dzisiaj jakikolwiek naukowiec wyraził swoje powątpiewanie w widmo klimatycznej katastrofy, aby zaraz trafił na listę wstydu i odcięto finansowanie jego badań. Chociaż wielu uznanych naukowców wyraża swoje wątpliwości co do rzekomej winy człowieka w zmianie klimatycznej, nie istnieje praktycznie żadna płaszczyzna do dyskusji. Grono zwolenników klimatycznej katastrofy, pławiąc się w blasku Grety widniejącej na okładce „Timesa” ma gotowe remedium, którym jest konieczność ograniczenia zużycia paliw kopalnych. Niestety nikt z nich nie zastanowił się nad kosztem tego rozwiązania.

Do końca lat 70 – tych ubiegłego wieku paliwa odnawialne – głównie drewno – miały znaczący udział w przemyśle energetycznym. To przejście prawie w całości na tańsze paliwa kopale przyczyniło się do dynamicznego rozwoju gospodarki. Dążenie do ograniczania paliw kopalnych uderza przede wszystkim w biedne kraje. W Afryce 78% używanych paliw to właśnie drewno, czego efektem jest wyniszczanie lasów i zatrucia, do jakich dochodzi podczas jego spalania. Kraje afrykańskie długo nie będzie stać na energię solarną, a energetyka wodna zaspokaja tylko 2% zapotrzebowania kontynentu. Jedynie paliwa kopalne mogą przyczynić się do rozwoju tego kontynentu.

Już pod koniec XVIII wieku pisano o konieczności wprowadzenia kontroli urodzin w obawie przed światowym przeludnieniem. Straszono także tym, że lada dzień skończy się ropa, również datę końca klimatycznej stabilizacji musiano kilka razy przełożyć. Jak pokazują dane firm ubezpieczeniowych, chociaż widzimy zewsząd płonące lasy i powodzie, to ani ich częstotliwość ani wielkość szkód nie odbiega od tych, które miały miejsce wcześniej. Ruch klimatyczny to nie jest drobna oddolne inicjatywa, ale potężny dobrze zorganizowany przemysł, w który angażują się takie korporacje jak Blackrock czy HSBC. A ich główną intencją nigdy nie będzie ratowanie świata ale zarabianie na tym grubych pieniędzy. Jednak o tym nie usłyszymy w mediach, tam dalej będzie się lansować wizerunek pędzącej ku zagładzie krwiożerczej gospodarki, która podobnie jak szesnastowieczne czarownice, musi spłonąć na stosie.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *