Wenezuela – historia upadku. Część 2

Wybory prezydenckie z 1998 roku to spektakularna wygrana Hugo Chaveza w pierwszej turze. Chavez miał niezwykła charyzmę i potrafił porwać tłumy. Potrafił też doskonale wykorzystywać media, do tego jego program wyborczy wypełniony był hasłami socjalistycznymi, które trafiały na niezwykle podatny grunt. Mieszkańcy barrios oraz prowincji widzieli w nim swojego wyzwoliciela. Również spora część mieszkańców miast nie była zadowolona z reform wolnościowych.

Chavez doskonale wiedział, że musi przejąć kontrolę nad największą firmą petrochemiczną Wenezueli – PDVSA. Rozpoczął więc tworzenie podziału na bogatych i biednych, co spowodowało wybuch zamieszek, nad którymi nie zdołał jednak zapanować. Gdy padły strzały, wojsko otoczyło pałac i po negocjacjach Chavez się poddał. Rządy przejął Pedro Estangaz, który popełnił jednak błędy swoich poprzedników. Gdy zawiesił dekretem działalność Sądu Najwyższego, Zgromadzenia Narodowego i konstytucji, Gwardia Prezydencja przejęła pałac prezydencki, a wojsko stanęło po stronie Chaveza.

Tym razem Chavez skupił się na przejęciu PDVSA, narracji antyamerykańskiej i wdrażaniu w życie założeń socjalistycznych. Przejęcie PDVSA oznaczało w praktyce ucieczkę najlepszych inżynierów. Ponadto firma zamiast skupić się ne generowaniu zysku, zaczęła wdrażać idee socjalistyczne, jednak z uwagi na wysokie ceny ropy nie było to jeszcze odczuwalne dla gospodarki Wenezueli. Chavez wspierał Argentynę, Boliwię i Kubę, stając się stworzyć sojusz antyamerykański. W telewizji prowadził własne show, w którym na żywo dokonywał wywłaszczeń kolejnych firm, jednak przejęte przez państwo firmy przestały generować zysk. Towarzyszyła temu rosnąca korupcja, bieda i przestępczość. Dopóki ceny ropy pozostały wysokie, udawało się to ukryć pod płaszczykiem propagandy.

Nic nie trwa jednak wiecznie. Pierwszym ciosem był rak, na którego zachorował Chavez. Chavez pozostał niewolnikiem swoich poglądów. Skorzystał z leczenia na Kubie, gdzie jego nowotwór został źle zdiagnozowany. Chavez zmarł w 2013 r, a w ostatnim telewizyjnym orędziu wyznaczył jako swojego następcę Nicolása Maduro. W tym czasie cena ropy zmalała ze 115 do 60 dolarów, co bezlitośnie odsłoniło wszystkie słabości socjalistycznych reform Chaveza.

Rządy Maduro okazały się pasmem niepowodzeń. Zamiast gruntownych reform dokonywano nieudolnego łatania chorego systemu, czego przykładem było wprowadzanie wolnych piątków, a następnie śród i czwartków, celem ograniczenia zużycia prądu. Prezydent publicznie wzywał do nie korzystania z pralek i suszarek. W 2014 roku doszło do pierwszych zamieszek. Rządy Maduro można z całą pewnością uznać za totalitarne. Chociaż Maduro raz po raz powyższa płacę minimalną, hiperinflacja sprawia, że nie ma to w praktyce większego znaczenia. Wyłączenie prądu, które miało miejsce w 2019 roku było symbolicznym gwoździem do trumny wenezuelskiej gospodarki.

Historia Wenezueli jest dobrym przykładem, jak nie rządzić państwem. Oczywiste są błędy chavistów, jednak rządy dyktatorów oraz demokratyczne rządy jedności narodowej również dają wiele do życzenia. Bogactwo narodów musi zostać wytworzone w warunkach wolnej i uczciwej konkurencji. Oparcie się tylko na jednej gałęzi gospodarki wcześniej czy później kończy się kryzysem. Wenezuelscy rządzący nie potrafili dobrze zagospodarować rzeki pieniędzy, jaka często płynęła do ich rąk. Obecnie sytuacja w Wenezueli jest rozwojowa. Rządy Maduro pewnie wkrótce się skończą, jednak praca, jaka jest przed nowym rządem to tytaniczne wyzwanie. Wprowadzenie wolnościowych reform w kraju pogrążonym w takim kryzysie będzie niezwykle trudne, trzeba mieć jednak nadzieję, że w końcu komuś się to uda.

Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *